SPÓŁDZIELNIA MIESZKANIOWA IM. I. J. PADEREWSKIEGO W KATOWICACH
aktualności o spółdzielni eBOK remonty przetargi statut przepisy gazetka B.O.N. sala konf. rezonans formularze

::GAZETKA|2003.12

:: cennik ogłoszeń

Nasze opinie: czytelnicy piszą...

MOJE WNIOSKI

Będąc na ostatnim Zebraniu Grupy Członkowskiej ul. Granicznej w dniu 21.10.2003r. program zawierał spotkanie mieszkańców z przedstawicielami policji i straży miejskiej. Lokatorzy wnosili wnioski i postulaty, ale głównie pretensje i żale do ww. służb. Słuszna uwaga do policji i naszego dzielnicowego - skrzyżowanie bardzo newralgiczne ul. Granicznej i Paderewskiego, końcówka bloku Granicznej 61, dojście do szkoły nr 4. Pan przedstawia sytuację, jaka jest ok. godziny 8 rano - dzieci przebiegające przez jezdnię, wzmożony ruch samochodów, poranna pora - samochody i ich właściciele pędzą do swych zajęć, brak sygnalizacji na tym skrzyżowaniu. A może zacząć od siebie, od własnej inicjatywy? Minister Labuda przed paroma laty proponowała "bezpieczne przejście" - osobę starszą (rodzica), aby bezpiecznie przeprowadzać dzieci w newralgicznym miejscu przez jezdnię. Chyba taka akcja z naszej strony i w tym miejscu byłaby korzystna i właściwa. Żadne znaki, radary nie zastąpią nas samych.

Jako przedstawiciel mieszkańców Osiedla i naszej ulicy zobowiązuję się raz w tygodniu od godziny 7 do 8 bezpiecznie przeprowadzać dzieci przez jezdnię.

Kto mi pomoże?

Nie wystarczą protesty i żądania.

Stanisław Pakuła, ul. Graniczna 53c/48, tel. 209.19.70


PROBLEM Z ŁAWKą, CZYLI ŁAWKA Z PROBLEMAMI

Co zrobić, kiedy się jest za dużym na plac zabaw, za małym na Pub, albo w kieszeni wiatr hula i nie ma się gdzie podziać. Można by było iść trochę ponaprzykrzać się sąsiadom i wymalować kilka graffiti na klatkach schodowych albo coś w równym stopniu destrukcyjnego co kreatywnego. Można też najnormalniej w świecie z paczką znajomych spotkać się i posiedzieć na ławce przed blokiem.

No właśnie. I tu zaczyna się problem, który frapuje sporą część naszej społeczności. Hasła "ta dzisiejsza młodzież..." są już tak oklepane, że nikt z młodych ludzi nie zwraca na nie uwagi. Mówi się, że nie mają szacunku dla starszych i w ogóle dla nikogo i niczego. Żadnej świętości. Trudno się nie zgodzić choć z częścią tych zarzutów - kto jednak nas (młodzież) wychował, a raczej tego nie zrobił? Jak widać zwykła ławka obnaża większy problem. To jednak nie jest meritum tej sprawy. Moglibyśmy straszliwie się zapętlić i nie doszlibyśmy do żadnych konstruktywnych wniosków. A przecież ławka to tylko kilka desek i kamieni. W czym zatem tkwi szkopuł? Ano w tym, że tu - jak w większości przypadków w życiu - mamy do czynienia z zamkniętym kręgiem przyczynowo-skutkowym.

Czy ktoś zastanowił się, dlaczego młodzi - i co trochę starsi też - siadają na ławkach niezgodnie z ogólnym zamysłem konstruktorów tychże? Mamy przecież siedzisko i oparcie; nazwy mówią same za siebie, co do czego służy i jak się z tego korzysta. Okazuje się, że to nie jest do końca takie proste. Podobnie jak postęp, tak i uwstecznienie musi mieć swojego "ojca". Wystarczy jedna osoba, która coś zapoczątkuje i potem rozpoczyna się ciąg zdarzeń mniej lub bardziej wymuszonych. Jeśli ktoś siadł na oparciu, a nogi położył na siedzisko, to ktoś inny to podłapał i przysiadł się. I wszystko ruszyło jak klocki w dominie. Jest też druga strona tego medalu. Jeśli inna osoba chce usiąść na ławkę, z której wcześniej ktoś korzystał w taki, a nie inny sposób, to ma do wyboru - po pierwsze, usiąść zgodnie z instrukcją (zaleceniami producenta), narażając siebie i swoją wierzchnią odzież na zabrudzenia; może też usiąść tak, jak jego poprzednicy - narażając się na dezaprobatę części z nas.

Czy ten krąg można jakoś przerwać? To dobre pytanie. Odpowiedzieć można na nie jak zwykle na minimum dwa sposoby. Zważywszy na to, co pisałem wcześniej, dokładając do tego obojętność i brak chęci współpracy (a co gorsze robienie komuś na złość) sądzę, że łatwiej byłoby wyczyścić szczoteczką do zębów pomnik Żołnierza Polskiego znajdujący się na naszym Osiedlu. A przecież wystarczyłaby odrobina dobrej woli i chęć zrozumienia jeden drugiego. Łatwiej i milej żyje się wśród osób życzliwych (a przynajmniej niewrogich). Zastanówmy się nad tym.

Pamiętajmy, że wszystko ma swoje miejsce i czas. Jest czas na siedzenie na ławce, jest czas na pracę. Jeśli zgodnie z projektem kilku osób usunie się z Osiedla ławki, to potem trzeba będzie zlikwidować trzepaki, wyciąć drzewa, pozamykać klatki schodowe (nawet dla mieszkańców). A może łatwiej byłoby powybijać wszystkich ludzi i zburzyć Osiedle. Na miłość Boską, nie popadajmy w tak bezdenne absurdy. Nauczmy się tolerancji i wyrozumiałości dla innych. Pozwólmy młodzieży się bawić, a my - droga młodzieży - uszanujmy ciszę nocną i ogólne zasady życia w społeczności, której częścią przecież jesteśmy.

Yoodash


DO SPACEROWICZÓW ODWIEDZAJąCYCH LOTNISKO W MUCHOWCU

Katowickie lotnisko Muchowiec zajmuje ok. 1/4 powierzchni parku Doliny Trzech Stawów. Jest to ponad 80 hektarowa łąka, w dużej części zamieszkana przez krety i nornice, odwiedzana przez zające, pustułki, szpaki, sowy i nietoperze. Na pewno drugiej takiej łąki w Katowicach nie ma, a sądzę że rzadko które miasto w Polsce posiada tak duży, otwarty teren zielony położony tak blisko centrum. Nawet krakowskie Błonia są mniejsze i nie otacza ich las.

Korzystajmy z tej łąki, ale rozsądnie. Cała południowo-wschodnia strona lotniska - od strony Doliny Trzech Stawów aż do odległości ok. 150 m od pasa betonowego jest częścią nieużytkową - poza naprawdę wyjątkowymi sytuacjami nikt nie będzie miał do Państwa pretensji że znajdujecie się w tamtym rejonie. Jednak już w odległości mniej więcej 150 m od pasa betonowego po jego południowej stronie znajduje się trawiasty pas rezerwowy - cały obszar, poczynając od tego pasa trawiastego (włącznie z nim samym) aż do ulicy Lotnisko (tej przy hangarach i budynkach aeroklubu) jest przeznaczony dla ruchu samolotów, szybowców i śmigłowców. Wchodzenie tam jest niebezpieczne dla Państwa oraz dla ruchu lotniczego, nie wspominając już o tym, że jest to łamanie prawa.

Próby ogrodzenia lotniska na niewiele się zdały, ponieważ w krótkim czasie płot został zdewastowany. To samo dzieje się z tablicami zakazującymi wstępu na teren lotniska (zresztą powiedzmy sobie otwarcie - bardzo nie lubimy takich zakazów i niezbyt nas one obchodzą!). Skoro nie ma płotu i tablic niech wystarczy nasz zdrowy rozsądek - jeżeli nie znamy przepisów lotniczych i zasad poruszania się po użytkowej części lotniska, po prostu tam nie wchodźmy.

No bo odpowiedzmy sobie (ale szczerze!) na takie pytanie: czy do zaakceptowania jest sytuacja, w której ktoś spaceruje sobie np. po jezdni (nawet jeżeli ruch samochodów jest umiarkowany)? Czy do przyjęcia jest w takim momencie wytłumaczenie, że nie ma znaku, który by tego zakazywał, a ulica nie jest ogrodzona? Czy można zaakceptować stwierdzenie, iż ulica jest na ogół na tyle szeroka, że nadjeżdżający samochód powinien pieszego ominąć? Sądzę, że większość z Państwa, nawet nie posiadających prawa jazdy, odpowie przecząco na te pytania. Oczywiście, ulica jest szeroka, ale przy odrobinie zdrowego rozsądku nikt nie pozwoli sobie na takie zmniejszenie marginesu bezpieczeństwa i większość z nas unika chodzenia po jezdni poza wyznaczonymi do tego miejscami. A jeżeli już znajdziemy się na ulicy w miejscu dla nas nieprzeznaczonym, to nie oczekujemy raczej pobłażliwości ze strony policji lub kierowców i nikogo nie dziwi ich zdecydowana czy wręcz nieprzyjemna reakcja.

Proszę się więc nie dziwić, że osoby znajdujące się na użytkowej części lotniska są przez jego pracowników traktowane jak nieproszeni goście! Powiedzmy to sobie szczerze - przymykanie oka na samowolne wchodzenie na lotnisko w końcu doprowadzi do wypadku, to tylko kwestia czasu (wypadek taki miał niedawno miejsce na lotnisku w Bielsku-Białej). Jeżeli nie będzie reakcji to siłą rzeczy nastąpi eskalacja zjawiska - coraz więcej osób będzie wchodzić na płytę lotniska widząc, że można to robić bez żadnych konsekwencji. Wystarczy, że w takiej sytuacji nawarstwi się kilka niekorzystnych czynników (np. zła widzialność, niedoświadczony pilot, niekorzystny wiatr - to naprawdę nie jest niemożliwe!) i spacer po lotnisku, który do tej pory wydawał się bezpieczny (bo “jakoś" się zawsze udawało) przerodzi się w tragedię. Nie czekajmy aż będzie za późno, “dmuchajmy na zimne" i bez pozwolenia nie wchodźmy na płytę lotniska! Poza tym nie dawajmy złego przykładu innym.

Jeżeli ktoś koniecznie chce przejść przez lotnisko, niech uzgodni to z osobą kierującą ruchem lotniczym (w budynku aeroklubu lub na starcie). A jeżeli ktoś chce zobaczyć z bliska samoloty czy szybowce - proszę przyjść na start lub do hangaru i zapytać o pozwolenie. Ale nalegam, nie róbmy tego samowolnie!

Szymon Podkański
Aeroklub Śląski w Katowicach



« wstecz





Spółdzielnia Mieszkaniowa im. I. J. Paderewskiego, 40-282 Katowice, ul. Paderewskiego 65
tel. 256.31.80, tel./fax 255.18.39, email: poczta@smpaderewski.pl
Odwiedziło nas: 35189 internautów. Dziękujemy.
Design © 2004-2005 Bigg